wtorek, 22 maja 2018

Rozdział 2




Cześć kochani! Chciałabym was o coś poprosić, mianowicie mój blog Uwięziona został nominowany do konkursu na blog kwietnia w Księdze Baśni  byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście zagłosowali na mnie w konkursie, mogę prosić o wasz głos? To dużo dla mnie znaczy.

_________________________________________

_________________________________________

W otępieniu wpatrywała się w dawnego przyjaciela, który stał naprzeciwko niej. Widziała, jak patrzył na nią swoimi bystrymi oczami skrytymi za oprawą okularów. Każdy jego najmniejszy gest wprawiał dziewczynę w zakłopotanie. Jeszcze parę godzin temu myślała, że nie dane będzie jej ujrzeć ponownie któregokolwiek ze swoich starych przyjaciół. Przebywając jedynie w ciemnej, zimnej i brudnej celi nie jest się w stanie myśleć pozytywnie. Azkaban niszczy ludzi nie tylko od zewnątrz.

Patrząc na Harry’ego, przypomniał jej się Syriusz Black. Wierny, oddany przyjaciel spędził całe dwanaście lat w Azkabanie za swoją niewinność. Dziwiła się, że po takim okresie był w stanie racjonalnie myśleć czy chociażby funkcjonować. Wydostając się z istnego koszmaru, spędził na wolności jedynie krótką chwilę. Czyżby i ją czekał taki los?

Otrząsnęła się z chwilowego stanu otępienia i spojrzała na Harry’ego, który niepewnie stawiał swe kroki w jej stronę. Widziała jak powoli, aby jej nie wystraszyć, wyciągnął różdżkę, a także mały kawałek papieru schowany w kieszeni i transmutował go w drewniane krzesło. Przysunął stołek w stronę jej łóżka i oparł się na nim.

Wybraniec, spojrzawszy na skuloną dziewczynę po raz kolejny, swój wzrok zatrzymał na jej rękach, które zakłute były w masywne kajdany. Zmarszczył z niezadowolenia brwi i jednym machnięciem różdżki uwolnił ją z nich, rzucając bransolety na podłogę z głośnym brzdękiem.

- Szefie… - Młody auror przegryzł wewnętrzny kącik ust i błagalnie popatrzył na Pottera.

- Daan, zabierz ze sobą resztę zespołu i udajcie się na dłuższą przerwę – powiedział donośnym męskim głosem.

Ciemnowłosy auror skinął głową i odwrócił się za siebie, wskazał głową główne drzwi i razem z grupką mężczyzn w różnym wieku cofnął się do wyjścia z ciemnego holu.

- Prawie bym zapomniał – szepnął sam do siebie Harry, wstając z krzesła. – Carter! – zawołał, a po korytarzu rozniósł się odgłos echa.

Daan zatrzymał się przed grupą, przepuścił do wyjścia resztę, a sam zawrócił się w stronę mężczyzny z blizną.

- Tak, szefie?

- Postaraj się, abym więcej tutaj tego nie widział – mówiąc to, przywołał do siebie kajdanki leżące przy pryczy. – A jeżeli tylko ujrzę je jeszcze raz na Hermione, gorzko tego pożałujecie. Czy wyraziłem się jasno?

Carter skinął głową i sięgnął po brudne, masywne bransolety. Chwyciwszy je, wycofał się z pokoju zostawiając w nim dwójkę dorosłych.

Ciemnowłosy mężczyzna odetchnął głęboko i potarł ręką czoło, ukazując przy tym swoje zmęczenie. Odwrócił się ponownie w stronę Granger, schował różdżkę w kieszeń szaty i usiadł na wyczarowanym przez siebie krześle. Oparł się rękami o zagłówek siedzenia i łypnął na skuloną, brudną i wystraszoną przyjaciółkę.

- Nawet nie wiem, od czego mam zacząć. – Harry bezradnie pokręcił głową. – Ostatnie nasze spotkanie nie należało do najlepszych.

Hermiona słysząc głos przyjaciela bezpośrednio skierowany do niej przymknęła powieki, jakby sam głos potrafił ją zranić. Doskonale pamiętała ich ostatnie spotkanie. Zawód i przerażenie jakie widziała na twarzach przyjaciół zebranych w Sali Wizengamotu, kiedy dwójka wysokich i masywnych aurorów zakuwała ją w kajdany i wyprowadzała z sali rozpraw przy akompaniamencie wyzwisk i krzyków. Tego wspomnienia nawet Azkaban nie był w stanie z niej wyzbyć.

Siedząc do tej pory na pryczy, oparta o zimną chropowatą ścianę odepchnęła się od niej i zbliżyła nieznacznie do Wybrańca. Trzęsącymi rękami poprawiła zniszczone włosy opadające na twarz. Naciągnęła na swoje dłonie zmiętolone rękawy szaty więziennej. Podciągnęła nogi pod kolana okrywając się cienką szatą. Zbierając w sobie siłę, podniosła twarz i popatrzyła opuchniętymi, mokrymi od płaczu oczami na Harry’ego, który siedział naprzeciwko jej. Na jego twarzy ujrzała różne emocje. Począwszy od strachu, gniewu, kończąc na trosce. Nie mogąc powstrzymać łez cisnących się do jej powiek, pociągnęła nosem i ponownie wybuchła płaczem. Widząc pierwszy raz od bardzo dawna znaną jej osobę, którą traktowała jak brata, którego nigdy nie miała, nie była w stanie powstrzymać przypływu emocji, które nią targały. Harry widząc, w jakim stanie jest jego dawna przyjaciółka nie mógł siedzieć bezczynnie, wpatrując się w nią. Wstał z drewnianego krzesła i szybkim krokiem znalazł się przy dziewczynie.

- Już dobrze, jesteś bezpieczna. – Objął chude ciało brązowowłosej, przysuwając ją do siebie. – Nie pozwolę ci tam wrócić.

Była Gryfonka mocniej przyległa do przyjaciela, chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Z jej oczu obficie leciał potok łez, który moczył czarną szatę aurora. Co chwilę pociągała nosem i kręciła głową, powtarzając cicho słowo „nie”

Delikatnie odsunęła się, od Harry’ego patrząc, w dół.

- Nie, Harry, to niemożliwe – powiedziała cicho zachrypniętym głosem, nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy.

- Popatrz na mnie – poprosił łagodnie, a kiedy dziewczyna nie zareagowała na prośbę, chwycił jej brodę i podniósł głowę tak, aby ich oczy się spotkały.

Kiedy w końcu udało mu się odnieść zamierzony cel, złapał ją delikatnie za twarz i kciukami wytarł mokre od płaczu policzki.

- Nikt cię już nie skrzywdzi – spojrzał jej głęboko w oczy, potwierdzając tym swoją deklarację – Obiecuję ci to. Wyciągniemy cię z tego – pogłaskał ją po policzku.

Hermiona ponownie pokręciła przecząco głową, przegryzając przy tym wargę.

- Ja od tego nie ucieknę, Harry. To… - raptownie podciągnęła rękaw lewej szaty, aż ponad przedramię, ukazując przy tym wyblakły mroczy znak. – Będzie się za mną ciągnęło do końca życia.

Harry widząc, co pokazuje mu kobieta skrzywił się nieznacznie, sięgnął po rękę przyjaciółki i odciągnął jej szatę, ukrywając znak.

- Mogę o coś spytać? – Z nerwów zaczęła bawić się swoimi dłońmi, obrywając co chwilę i tak już mocno zniszczone skórki.

Mężczyzna skinął głową, patrząc na nią uważnie.

- Powiedz mi, Harry – przełknęła ślinę – Dlaczego tutaj jestem?
Chłopak spodziewając się takiego pytania, przymknął oczy. Ciężko było mu samemu zacząć ten temat.

- Nowy prezes Przestrzegania Prawa Czarodziejów postanowił jeszcze raz przyjrzeć się sprawie Śmierciożerców. Chce ponownego procesu dla każdego. Inaczej ujmując, pragnie zwolnić parę cel w Azkabanie, skazując tylko nielicznych na dożywocie, resztę będzie czekać pocałunek dementora.

Brązowowłosa odruchowo podniosła głowę i niedowierzając uchyliła usta.

- Ogłosił także ze zgodą Ministra, że każdy Śmierciożerca, który tylko znajdzie adwokata, będzie miał do niego prawo – przerwał na chwilę, aby zaczerpnąć więcej powietrza. - Jeżeli adwokat będzie miał sensowne wyjaśnienia postępowania danego czarodzieja, jeśli będzie w stanie ukazać dowody na niewinność, wtedy możliwe jest odwołanie się do wyroku skazującego i szansa na wolność.

Skończył mówić i wciągnął głośno powietrze, ujrzawszy ponowny potok łez na twarzy przyjaciółki. Przegryzł wargę, poprawił spadające z nosa okulary i przyciągnął ponownie do siebie Hermionę. Głaskał ją uspokajająco po plecach i mówił cicho słowa pocieszenia.

Granger wysłuchawszy do końca Pottera nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Pomimo pewnej nadziei, która zapaliła się na moment w jej sercu, wiedziała że ją i tak spotka pocałunek dementora, a w najlepszym wypadku powrót do Azkabanu. Nie chciała myśleć, nie mogła myśleć o wolności. Żaden z popleczników Voldemorta na nią nie zasługiwał. Wizengamot był sprawiedliwym sądem i wiedziała, że za swoją zbrodnię musi odpowiednio odpokutować. Nawet jeżeli czekał ją pocałunek dementora, musiała się z tym pogodzić.

Powoli się uspokajając, wciągnęła powietrze, nieprędko je wypuszczając. Odsunęła od siebie mężczyznę i hardo spojrzała mu w oczy. Nie potrafiła dopuścić do siebie okrutnej prawdy, lecz wiedziała, że nie może liczyć na nic innego.

- Nikt nie ma szans na wolność. – Naciągnęła na zmarznięte dłonie i stopy za dużą szatę.

Wybraniec widząc to, wyciągnął z kieszeni różdżkę i transmutował swój długopis schowany na dnie kieszeni w gruby, ciepły koc. Okrył nim byłą Gryfonkę.

- Dziękuję – uśmiechnęła się delikatnie. – Żaden Śmierciożerca przebywający w Azkabanie nie ma szans na wolność. Najlepszym dla nas wyrokiem będzie dożywocie, a najgorszym bliskie spotkanie z dementorem. Nie wiem, co chciałeś zrobić, Harry, ściągając mnie tutaj, ale nawet ja nie mam szans na wolność. Zwłaszcza mając na ramieniu to – wskazała głową na przedramię – Spójrzmy także prawdzie w oczy, który adwokat chciałby reprezentować poplecznika czarnej strony? Przecież taka sprawa od razu jest skazana na porażkę – pokręciła z rezygnacją głową.

Ponownie zwiesiła ją w dół, zaciskając przy tym palce. Teraz, kiedy w końcu dotarła do niej okropna rzeczywistość, miała ochotę zaśmiać się nad swoim losem. Zastanawiała się, czemu niedane jej było odejść z tego świata w ponurej, zimnej celi. Nie wiedziała czy to Bóg pragnął ukarać ją za życia za wszystkie swoje grzechy, czy może w czeluściach piekieł jej nie chcieli?

Poczuła, jak mężczyzna chwyta jej zaciśnięte dłonie, biorąc je w swoje, o wiele większe. Uniosła ze zdziwienia głowę i zerknęła w zielone oczy przyjaciela.

- Ufasz mi? – zapytał, przyglądając się jej uważnie.

- Pytanie, czy ty ufasz mi? – przegryzła wewnętrzną stronę policzka – Po tym wszystkim…

- Wierzę w to, że jesteś niewinna – przymknął oczy. – Przepraszam za to, co się wtedy stało. Byłem zdenerwowany, zagubiony, nie myślałem racjonalnie – odetchnął głęboko. - Wiem, że byłem okropnym przyjacielem, ale staram się to naprawić. – Ścisnął jej ręce i z bólem w oczach spojrzał na 
dziewczynę. – Odkręcę to, zobaczysz.


_________________________________________

Draco Malfoy z natury był opanowanym mężczyzną. Wydoroślał, zmienił swoje postępowanie, zrozumiał błędy, jakich dopuścił się w przeszłości i z każdym kolejnym dniem starał się je naprawić. Chciał zadośćuczynić. Możliwość taką dał mu Potter, kiedy dzień po straszliwej wojnie wszyscy złapani Śmierciożercy zostali zaciągnięci przed oblicze Wizengamotu. Rozprawy trwały dniami, ale i na niego w końcu przyszła pora. Kiedy stał przed Ministrem Magii, zakuty w kajdany czuł, że nie ma najmniejszych szans na przetrwanie. Przebywający na sali ludzie co raz pokazywali na niego palcami, nie raz usłyszał nawet wyzwisko skierowane w swoją stronę. Wiedział, że wstąpienie do grona Śmierciożerców wiązało się z natychmiastowym skazaniem, ale czy miał wybór? Arystokratyczne tradycje były w tamtym momencie najważniejsze dla Lucjusza i Narcyzy. Nie liczył się syn, nigdy się nie liczył. Był pionkiem w ich grze.

Kiedy myślał, że to koniec, że przegrał, usłyszał głośne trzaśnięcie drzwi i pomruki niedowierzenia.

- Ministrze, musi się pan wstrzymać z wydaniem wyroku.

Nic go nie zaskoczyło tak, jak pojawienie się Pottera i Weasley`a. Patrzył szeroko otwartymi oczami, jak wchodząc do auli w aurorskich szatach, szybkim krokiem przemierzali dzielącą ich odległość od Ministra Magii. Po przedstawieniu jakie czelność mieli zafundować mu aurorzy, wszyscy rozeszli się z sali na żądanie Ministra. Nie słyszał o czym rozmawiają. Ze zdenerwowania miętolił w rękach szatę więzienną i co raz przełykał głośno ślinę.

W momencie, w którym na prośbę Kingsleya reszta czarodziejów wróciła na swoje miejsca, był gotowy na stracenie. W przeszłości nie raz, nie dwa, podkładał Gryfonom kłody pod nogi. Chciał uprzykrzać im życie. Musiał im pokazać, jak bardzo nimi gardzi. Teraz to wszystko miało się obrócić przeciwko niemu. Kiedy Shacklebolt ponownie usiadł na wyznaczonym miejscu i wziął młotek w ręce, Draco wiedział, że to jego koniec.

- Na mocy danego mi prawa, uznaję Dracona Lucjusza Malfoya, niezwiązanego z własnej woli w działania Śmierciożerców, a także pomoc Voldemortowi. Tym samym uznaję go za niewinnego.

Wtedy myślał, że się przesłyszał, że to tylko wytwór jego wyobraźni, ale kiedy aurorzy podeszli do niego i zdjęli mu ciążące mu kajdany, miał ochotę się popłakać.  Ministerstwo postąpiło tak samo w przypadku Blaise’a Zabiniego i Teodora Notta.

Widząc idących w jego stronę Pottera i Weasley`a, zaśmiał się pod nosem. Mężczyźni okazali się dojrzałymi ludzi, niepatrzącymi na to, co było, lecz na to, co będzie.

- Mam nadzieję, że skorzystasz z wolności i nie przysporzysz więcej problemów.

Do dziś pamięta słowa Wybrańca i wyciągniętą jego, a także dłoń Weasley`a w jego kierunku. Od tamtego momentu poprzysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby ludzie dostrzegli w nim wartościowego człowieka. I tak się stało. Ciężko pracował na to, co osiągnął. Dniami i nocami snuł plany na swoją przyszłość, aż w końcu wykombinował, czym może się zająć. Zapisał się na studia prawnicze, skończył z wyróżnieniem Magiczny Uniwersytety Prawny, pracował w wielu kancelariach, ale nie satysfakcjonowało go to. Wiele miesięcy się nad tym zastanawiał, ale ostatecznie postanowił założyć własną kancelarię. Teraz  jest dyrektorem najlepszej firmy adwokackiej w Londynie. I cieszy się zapracowanym szacunkiem.

Jednak w obecnej chwili nie był opanowanym Malfoy’em. Zdenerwowany szybkim krokiem przemierzał  korytarze Ministerstwa, poprawiając przy tym za długie końcówki grzywki, opadające mu na twarz. W ręce gniótł żółtawy list, otrzymany zaledwie parę minut temu. Będąc przy gabinecie 
szefa aurorów, nie silił się na pukanie, zamaszystym ruchem otworzył drzwi.

- Potter – warknął, patrząc gniewnie na mężczyznę siedzącego za biurkiem.

- Malfoy. Jak miło cię widzieć. Przekaż proszę Zabiniemu moje podziękowania za poinformowanie mnie, gdzie znajdowałeś się wczorajszego wieczoru. – Uniósł wzrok znad papierów – Domyślam się, że otrzymałeś mój list – oświadczył.

Blondwłosy przymknął oczy, aby się uspokoić, chociaż w tym momencie miał wielką ochotę, aby porządnie trzasnąć czarnowłosego.

- Pozwól, że od razu przejdę do sedna. – Uniósł do góry pognieciony skrawek papieru – Ty chyba sobie ze mnie żartujesz, a uwierz mi, nie mam najmniejszej ochoty na żarty. Od rana mam ciężki dzień, a ty dowalasz mi dodatkową robotę, która zaznaczę, jest skazana na porażkę.

- Malfoy… - Harry wstał z siedzenia i skierował się w kierunku adwokata.

- Ty chyba czegoś nie rozumiesz Potter – pomachał mu listem przed twarzą. – Więc pozwól, że jeszcze raz przeczytam ci twój, pożal się Merlinie, list. – Rozprostował kartkę i odchrząknął – „Malfoy”- zacytował – Po pierwsze jak już do mnie piszesz, to zwracaj się „Drogi Draconie Malfoy”.     „Jak pewnie się domyślasz, mam do ciebie sprawę”. Po drugie „ciebie” piszemy z wielkiej litery, wyrazy szacunku, jakbyś zapomniał.

- Malfoy. – Wybraniec spojrzał z politowaniem na stojącego przed nim mężczyznę.

- Czekaj zaraz będzie najlepsze.  „Zapewne Nott zdążył Cię poinformować o zaistniałej sytuacji." – czytał dalej – „Pragnę cię jedynie uświadomić, że Hermiona Granger zostanie ponownie osądzona wraz z resztą Śmierciożerców. Jestem pewien, że zdążyłeś się już domyślić, o co chcę cię poprosić. Pragnę, abyś ją reprezentował. Odnośnie reszty dowiesz się, jak stawisz się u mnie w gabinecie.” – skończył i zaśmiał się pod nosem. – Dam ci teraz jedynie trzy minuty na wyjaśnienie mi tej całej porąbanej sytuacji.

Harry podrapał się po głowie, układając w głowie sensowne zdanie.

- Słuchaj. Peter to nowy Minister Przestrzegania Praw Czarodziejów, jestem pewien, że miałeś okazję go poznać. Nieprzyjemny typ. Stwierdził, że w Azkabanie jest za mało miejsca i postanowił pozbyć się paru Śmierciożerców. Odbędzie się ponowy proces, w którym każdy poplecznik Voldemorta – 
Draco słysząc imię, skrzywił się nieznacznie – będzie od początku sądzony. Jeżeli Śmierciożerca stawi się na proces z adwokatem, będzie miał do niego prawo. Natomiast jeżeli prawnik znajdzie sensowne wyjaśnienie na niewinność czarodzieja, będzie można wtedy myśleć o wolności. Oczywiście wyjaśnienia muszą zostać zatwierdzone przez cały skład Wizengamotu – skończył.

Młody adwokat patrzył oniemiały na dawnego wroga. W tej chwili nie wiedział czy ma się śmiać. W jego głowie trwał istny mętlik.

- Powtórzę to jeszcze raz. Sprawa z góry jest skazana na niepowodzenie. Poza tym żaden mecenas nie podejmie się tego typu rozprawy – gestykulował energicznie rękami. – Przecież jeżeli jakikolwiek adwokat pokaże się obok Śmierciożercy, równie dobrze może zapomnieć o dobrej karierze – pokręcił z niedowierzeniem głową. – Ty chyba nie wiesz, o co mnie prosisz, Potter.

- Dobrze wiem Malfoy, jestem pewien, że byś sobie poradził – oznajmił.

- Komplementami nic nie zdziałasz ale lubię jak ludzie potwierdzają to, że jestem niezastąpiony – poprawił marynarkę. – Powiedzmy sobie także szczerze, wszyscy widzieli, co na wojnie wyprawiała Granger. Potter, zrozum to, że ona jest i była jedną z nich. Zresztą, sam dobrze powinieneś o tym wiedzieć, chyba pamiętasz, kto tak naprawdę ją osądził.

- Nie – zaprzeczył natychmiast Harry. – Hermiona jest niewinna. Wiem co zrobiłem i jaki byłem, ale staram się to naprawić.

Malfoy westchnął z niedowierzenia i potarł ręką czoło.

- To zrozumiałe, że bronisz przyjaciółki, ale niech to do ciebie w końcu dotrze. Nie da się ich uratować. Bycie Śmierciożercą nie jest byle jaką zbrodnią, za kradzież nie osadzają ludzi w Azkabanie. To poważne przestępstwo, które wiążę się automatyczną drogą do piekła z biletem w jedna stronę – przerwał, aby zaczerpnąć powietrza. – Pomijając już fakt, że to Granger, najlepsza przyjaciółka Wybrańca, najmądrzejsza czarownica od czasów samej Roweny Ravenclaw. Potter, to wręcz niewykonalne, aby udowodnić jej niewinność, nie znajdzie się nawet jeden świadek, który za nią poświadczy. Razem z innymi Śmierciożercami widywaliśmy ją na zebraniach, widzieliśmy to, czego się dopuściła – przegryzł wewnętrzną stronę policzka. – To, co powiem nie będzie ani trochę miłe, ale musisz to wiedzieć. Granger była jedną z najbardziej zaufanych osób Voldemorta – ponownie się skrzywił na wypowiedziane imię czarnoksiężnika. – Ciężko mi w to wierzyć, w końcu to Granger, mugolaczka, ale taka jest prawda.

Nie chciał tego mówić, ale Potter musiał o tym wiedzieć. Jeżeli wierzył w to, że jego przyjaciółka będzie miała jakiekolwiek szanse na obronę, to bardzo się mylił. Zadanie było wręcz niewykonalne. Nawet on, Draco Malfoy, utalentowany adwokat, który wygrał już nie jedną rozprawę, wiedział, że do tego procesu nie powinien żaden mecenas się zbliżać.

- Powiedziałeś „wręcz niewykonalne”, czyli jest szansa – zastanawiał się Harry.

- Czy tylko to wyłapałeś z tego wszystkiego, co powiedziałem? – Draco w tym momencie miał naprawdę silną ochotę wyjść z gabinetu aurora.

Harry, nie zwracając uwagi na Malfoy’a, szybkim ruchem odwrócił się do biurka i otworzył szafkę wypełnioną stertą porozrzucanych papierów. Chwycił garść w ręce i wyrzucił je na podłogę.

-Potter? – Draco spojrzał na niego z niezrozumieniem.

Nie zwracając na blondwłosego uwagi, czarnowłosy dalej szukał pewnego świstku papierku, który gdzieś tu włożył. Przerzucał stertę pogniecionych papierów, aż w końcu znalazł to, czego szukał. Zadowolony chwycił dokument w dłoń i wstał z ziemi. Z uśmiechem na twarzy popatrzył na Malfoy’a, podając mu zgniecione pismo.

- Czytaj.

Blondwłosy spojrzał podejrzliwie na mężczyznę, ale zabrał od niego wyciągnięty druk. Kiedy jego oczy natrafiły na treść dokumentu, nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył.
                                                                                                        
                                                                                                       Ministerstwo Magii, 5 czerwca 1998

Ja, Dracon Lucjusz Malfoy, oświadczam, że spłacę dług wdzięczności Harry’emu Potterowi, za wstawienie się na procesie dotyczącym bycia śmierciożercą, który odbył się w dniu 5 czerwca 1998 roku.
                                                                                                                   Dracon Lucjusz Malfoy

- To chyba jakieś żarty, skąd to w ogóle masz? – zapytał wybity z rytmu, patrząc szeroko otwartymi oczami na papier.

- Kiedy po rozprawie razem z Blaisem i Teodorem postanowiliście się upić za twoją wolność, Ron wpadł na genialny pomysł dotyczący twojego długu.

- Czyli to jest ten genialny pomysł – oświadczył załapany wiedząc, co zaraz nastąpi – Uświadom mnie tylko, jak ja się na to zgodziłem.

Harry zwycięsko się uśmiechnął.

- Byłeś akurat nieźle wystawiony, więc nie było trudno zmusić się do zwykłego podpisu – zaśmiał się na wspomnienie danego dnia. – To jak? Podobno Malfoy’owie zawsze dotrzymują danego słowa.

W tej chwili Draco wiedział, że tak łatwo się z tego nie wywinie.

_________________________________________

Znajdowała się obskurnej piwnicy, dookoła czuć było zapach stęchlizny, potu i krwi. Siedziała na drewnianym krześle, przykuta z każdej możliwej strony. W usta włożony miała knebel nasiąknięty brzydkim zapachem. Kiedy próbowała poruszyć najdelikatniej jak umiała ręką bądź nogą, czuła jak magiczne węzły coraz bardziej wbijają jej się w ciało.

Nie wiedziała, ile dni przebywała już w dworze Carrowów. Każdy poranek, jak to mogła określić, zaczynał się przyjściem jednego ze Śmierciożerców, próbujących wyciągnąć z niej informacje na temat Zakonu Feniksa, a także miejsca pobytu Harry’ego, używając przy tym nie jednego Cruciatusa. Członkowie stowarzyszenia przysięgli, że w sytuacji, w której spotkają Voldemorta twarzą w twarz nie zdradzą nic. Hermiona była jedną z nich i obiecała sobie, że pomimo tortur, jakich będą na niej stosować, nie piśnie słowa. Wygranie straszliwej wojny, a także bezpieczeństwo przyjaciół było dla niej najważniejsze. Nie wyobrażała sobie nawet, że mogłaby zaszkodzić im w jakikolwiek sposób, nie wybaczyłaby sobie tego.

Z daleka usłyszała podniesione głosy, donośny tupot stóp, nikłe syczenie. Głośno przełknęła ślinę, czuła, jak o jej klatkę piersiową mocno obija się serce, zacisnęła dłonie w pięści, plecy wcisnęła w oparcie krzesła i zacisnęła ze strachu oczy. Ktoś, kto powiedziałaby w tym momencie, że się nie boi, okazałby się głupcem. Stukot stawał się, coraz głośniejszy, wiedziała, że nieuniknione zbliża się coraz bardziej.

Zauważyła przekręcenie zamka, któremu towarzyszyło skrzypnięcie. Powolne otwieranie drewnianych drzwi, zmroziło jej krew w żyłach. Z ciemności wyłoniły się dwie postacie. Jedna niska, dość pulchna, zgarbiona, ubrana w poniszczony garnitur. Druga natomiast, wysoka, wyprostowana, ubrana w ciemne szaty, powiewające za każdym ruchem.

- Voldemort – wypowiedziała szeptem.

Ujrzała, jak czarnoksiężnik opuszcza swój kaptur, ukazując przy tym swoją zniszczoną twarz.

- We własnej osobie panno Granger. – Czarodziej podniósł swoją różdżkę i skierował ją w jej stronę. 

– Pamiętasz Glizdogona? – wskazał na Petera.

Spojrzała na podstarzałego czarodzieja. Oczywiście, że go pamiętała. Zdradził swoich przyjaciół, przez niego umarli rodzice Harry’ego. Ukrywał się pod postacią Parszywka, szczura Rona. Pierwszy raz osobiście spotkała go we Wrzeszczącej Chacie razem z Harrym, Ronem, Syriuszem i Remusem. Nie mogła na niego patrzeć, brzydziła się nim.

- Po twojej minie wnioskuje, że tak – odpowiedział zadowolony – W każdym razie przejdźmy do punktu naszego uroczego spotkania – zbliżył się do niej. – Powtórzę to samo pytanie, co parę dni temu. Gdzie przebywa Potter? – wycedził.

Z widocznym strachem w oczach uniosła wyżej głowę i popatrzyła na Voldemorta. Obiecała sobie, że nic nie powie i słowa dotrzyma, choćby za cenę życia.

- Niedobrze, niedobrze – syknął – Radzę po dobroci panno Granger, chyba że chcemy powtórkę z naszego ostatniego spotkania.

Na samo wspomnienie tego jak została potraktowana przez czarnoksiężnika, przeszedł ją dreszcz. Dotąd odczuwała tego skutki, pomimo kilku zaklęć leczniczych, których Voldemort kazał użyć, aby była w stanie normalnie myśleć i mówić. Nadal na jej ciele pozostały okropne rany pozasychane krwią. Niektóre z nich nadal pulsowały tępym bólem. Jednak postanowiła, że mimo wszystko nie ugnie się.

- Nagini.

Po plecach Hermiony przeszedł zimny dreszcz, gdy ujrzała pełznącego po ziemi węża. Jej oczy śledziły każdy ruch zwierzęcia.

- Glizdogonie, sądzę, że będziemy musieli zmusić jednak przyjaciółkę Pottera do rozmowy – warknął i wycelował w nią swoją różdżką. – Crucio!

Po piwnicy rozniósł się pełen bólu krzyk Hermiony.

Obudziła się zalana potem. Szeroko otwartymi oczami rozejrzała się po pomieszczeniu, w jakim się znajdowała.

Azkaban. Ministerstwo. Cela. Harry.

Wspomnienia poprzedniego dnia spłynęły na nią jak kocioł zimnej wody. Naciągnęła na siebie koc, który podarował jej Harry i oparła się plecami o zimną ścianę. Do oczu znowu napłynęły jej łzy. Sen z pobytu w Carrow Manor, dość nią wstrząsnął. Będąc w Azkabanie miewała sny, ale nigdy nie odczuwała ich tak bardzo wyraźnie. Poza tym to także jedyna część swojej przeszłości, którą pamięta. Wszystko rozmazuje się jej po wielokrotnych torturach Voldemorta. Nie pamięta nic. Pomimo tego, że zdarzają się jej przebłyski wspomnień, nie da rady ich rozszyfrować. Jedyne, co uświadamia ją w swoich okropnych czynach jest znak na lewym przedramieniu i wyrok, jaki otrzymała od Wizengamotu.

Rękawem szaty wytarła mokre policzki i zamknęła oczy. Chciałaby zniknąć, stać niewidzialną. Pragnęła, aby ludzie o niej zapomnieli. Nie chciała jeszcze raz przeżywać tego samego, stojąc w sali sądowej. Widzieć zawodu na twarzach, słyszeć wyzwiska skierowane w jej stronę. Chciałaby się cofnąć do czasów dzieciństwa. Od nowa zacząć uczyć się chodzić, mówić, kochać. Marzyła o tym, aby przytulić się do rodziców, wypłakać się mamie na ramieniu, dostać od taty czekoladę na pocieszenie. Poznawać nowych ludzi, zyskiwać przyjaźnie.

Powrót do przeszłości był niemożliwy. Istniała tylko okropna teraźniejszość. Teraz znajdują się w takim położeniu, żałowała, że okazała się czarownicą.

CZYTASZ= KOMENTUJESZ 
______________________________________________________

Lirveni-A.W
Rozdział 3: 23-25 czerwca



9 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie. Z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiam na coraz ciekawsze Dramione :) pomysł ciekawy, czytałam tylko jedno ff w tej tematyce. Jestem bardzo ciekawa jak historia się rozwinie, mam nadzieję, że nie porzuciłas tego opowiadania 🙂
    Po cichu liczę także, że może rozwiniesz, wytłumaczsz, jak to się stało, że Harry i Ron wystawili się za trójką Slizgonow.
    Pozdrawiam serdecznie
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadania nie porzuciłam, po prostu mam teraz dużo na głowie i nie mam, jak skończyć pisać rozdziału, ale postaram się, aby rozdział pojawił się do połowy sierpnia. Mogłabyś mi wybaczyć tą zwłokę?
      Cieszę się, że zamysł opowiadania sie podoba, mam nadzieję, że wytrwasz ze mną do końca. Wszystko w swoim czasie wytłumaczę i porozwijam.
      Pozdrawiam cieplutko!
      Lirveni
      Ps: Wytrwasz cierpliwie do następnego?

      Usuń
  4. Oczywiście, że tak 😀 będę na pewno zaglądać 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie zaciekawiło mnie już od samego prologu ale sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. Czy będą dalsze rozdziały albo chociaż info co dalej z blogiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście blog będzie kontynuowany, mam dużą przerwę związaną z problemami rodzinnymi, a rozdział który był już napisany w 80% został usunięty przez robiony przeze mnie format na laptopie ;(. Niestety zapomniałam zgrać go na pendrive i od nowa musiałam zacząć pisać, postaram się, aby rozdział pojawił się niedługo. Wybaczcie zwłokę.
      Pozdrawiam Lirveni ;)
      Dziękuję za wytrwałość!

      Usuń
  6. Witaj!
    Reklama bloga zostaje usunięta z Katalogowo w związku z przedawnieniem (ostatni post opublikowany ponad rok temu).
    Zapraszam do ponownego zgłoszenia się w odpowiedniej zakładce po spełnieniu wymogów regulaminu spisu.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ayame
    Katalogowo

    OdpowiedzUsuń

Oreuis bajkowe-szablony